Spacer z Panną po wydaniu

Idę Piotrkowską w upalny letni dzień – zakurzone tenisówki, dżinsowa (tak, ta ulubiona Natalii) spódnica i dyndająca nad spoconymi plecami kitka. Do granic możliwości wypchana materiałowa torba przewieszona przez ramię.

„Woda księżycowa” (oprócz tego, że jest w torbie, przez co torba z każdą minutą robi się coraz mocniej przetarta, a jej żywot coraz bardziej policzony) wlecze się za mną – irytująco niepewnie, jakby próbowała stąpać po tafli Galilejskiego Jeziora. Utkaną z księżycowej poświaty, z oczami, w których odbija się cała na raz sceneria ponad 600-stronicowej fabuły, Pannę tę razi ostre światło świata zewnętrznego, a jej newralgiczne stopy raz po raz ranią się o twarde chodnikowe kostki.

"Woda księżycowa" Agnieszki Janiszewskiej Szczepanik z Coaching dla duszy to powieść gatunku realizm magiczny.
Zdjęcie symboliczne (inna spódnica i buty), bo na pierwszym spacerze byłam zbyt spocona, żeby myśleć o zdjęciach. Tak, spacerów było więcej.

Aleja Gwiazd! – pokazuję jej, bo mijamy właśnie lokalno-łódzką wersję  hollywoodzkiej „Walk of Fame”.  – No zerknij chociaż, w końcu nigdy nic nie wiadomo! – wykrzykuję entuzjastycznie, bo zalewa mnie Krótka Fala Nagłego Optymizmu.

Fala jednak szybko opada, ponieważ tempo, w jakim zbliżamy się do upragnionej księgarni (z szalonym księgarzem, który zamówił całą torbę wydawniczej „nowości”), doprowadziłoby na skraj wytrzymałości najbardziej oświeconego przedstawiciela mindfulness. A Panna otarła sobie właśnie wydelikaconą piętę o gwiazdę Beaty Tyszkiewicz, na co zawyła z bólu niemniej boleśnie, jak utopione przez nas alter ego Natalii (po więcej szczegółów, zapraszam do lektury! 😉 ).

– Hej, co jest? Bestsellera to z ciebie nie będzie, jak tak dalej będziemy się czaić. Czego się niby obawiasz? – pytam z kiepsko skrywanym zniecierpliwieniem.

"Woda księżycowa" Agnieszki Janiszewskiej Szczepanik z Coaching dla duszy to powieść gatunku realizm magiczny.
Czego się niby obawiasz? W księgarni Ossolineum jest bardzo miły pan.

Chciałabym dodać „Moja Panno”, ale nie wolno mi tego zrobić, bo to najmniej lubiany przydomek głównej powieściowej bohaterki. Przydomek, przez który zamyka się w twardej skorupie na dobre kilkadziesiąt stron, podczas których spragnieni wrażeń Czytelnicy mogą mi jedynie zaufać, że akcja rozkręci się bardziej, niż mój ustawiony na maksa wentylator kolumnowy (pilnie przydałby się teraz, stąd chyba to porównanie. Wybaczcie).

– Dalej, dalej, jeszcze kawałek! – zagrzewam ją do boju, na wypadek gdyby nie dotarły do niej bodźce temperaturowe i zagrzewanie miało okazać się pomocne. – Uśmiechnij się, jest dobrze! Jesteśmy już Po Drugiej Stronie!

Po drugiej stronie Nawrot, bo jakimś cudem udało nam się zdążyć na zielonym (jedynie siedemnaście rozpaczliwych westchnień i dwa przeszywające „ałaj!!!”), ale przede wszystkim Po Drugiej Stronie Debiutu.

– I co w tym niby dobrego? – pyta z powątpiewaniem, rozglądając się jak Alicja (z Krainy Czarów) Po Tamtej Stronie Lustra (część druga).

"Woda księżycowa" Agnieszki Janiszewskiej Szczepanik z Coaching dla duszy to powieść gatunku realizm magiczny.
Jesteśmy już Po Drugiej Stronie.

Bo Pannie trudno jest jeszcze uwierzyć, że to koniec sielankowego siedzenia sobie razem za przetartym z kurzu biurkiem (co by Panna nie ubrudziła sobie miękkiej turkusowej sukienki), przy kawie (nie za gorącej i na pewno nie za mocnej , gdyż biedaczka jest wrażliwa na kofeinę), przy uspokajających nutach jakiejś klasycznej melodii (jakkolwiek niewiele znam się na muzyce, zdążyłam się zorientować, że Mozart działa na nią lepiej, niż choćby najlżejsza wersja hard rocka) i przyjemnie jednostajnym stukaniu w klawiaturę. Koniec błogostanu, kiedy jedyne co mogło ją wystraszyć, to odgłos kosiarki na chojeńskim podwórku lub zmienno-natarczywe miauczenie jednego z kapryśnych domowych dachowców.

Częściej i bez wyraźnego powodu miauczy Filemon – Rudy odzywa się dopiero, kiedy z Panną zapomniałyśmy się na tyle, że wątróbka przewidziana na śniadanie w okolicach południa nadal stygnie na dnie przypalonego garnka.

Gorąco mi, nie mogłaś wydać mnie zimą? Ludzie kupowaliby na Gwiazdkę  – narzeka, ile może, chcąc opóźnić moment Całkowitej Dojrzałości.

Moment, kiedy sama skacze na głęboką – nomen omen – wodę. Nurkuje do Waszych umysłów, maluje scenerie, snuje wątki i szydełkuje dialogi. Zszywa je z Waszymi skojarzeniami, wspomnieniami i wodzami fantazji. Jest Wasza, bo mieszka w Waszych domach, wyleguje się na Waszych półkach (pamiętajcie, że lubi odkurzone!), łóżkach (nie za miękkie, nie za twarde!) i oparciach foteli (żeby tylko nie przygnieść turkusowej sukienki!).

Od początku wierzyłam w Pannę, ale Panna – jak się okazuje – najzupełniej nie wierzyła we mnie. Że któregoś dnia wyciągnę ją z dna szuflady (wersja dla świata cyfrowego: z pliku „WK final” podfolderu „Ostateczna” folderu „Moje”) i przechrzciwszy ją na bezduszne „Propozycja wydawnicza_ Agnieszka Janiszewska Szczepanik, jednym bezlitosnym ruchem (ręka do dziś mi się trzęsie, ale może to od nadmiaru kawy i niedoboru magnezu) przetnę autorską pępowinę.

"Woda księżycowa" Agnieszki Janiszewskiej Szczepanik z Coaching dla duszy to powieść gatunku realizm magiczny.
Panna musiała sobie odpocząć.

–  I po co w ogóle mnie sprzedajesz? Nie możesz rozdać tylko Niektórym Ludziom, którzy wiadomo, że dobrze mi życzą? Najbliższej rodzinie, chrzestnemu też można… No i tej sąsiadce, która pisze bajki o zwierzętach! ożywia się na samo wspomnienie Mamy Tygrys (to nasza Hiper-Kreatywna Sąsiadka, której twórczość gorąco polecam Waszym Dzieciom! Bardzo gorąco, aż wentylator by się przydał…).

Tłumaczę jej, że te wszystkie czekolady, które zjadłyśmy pomiędzy Epilogiem a Prologiem (zwłaszcza dużo poszło w rozdziale VII, kiedy nagle dookoła zrobiło się jeszcze straszniej, niż w scenie spod Willi Klara – po więcej szczegółów, zapraszam do lektury! – bo Nie Było Wiadomo, Co Dalej) nie rosną jak szyszki na chojeńskich sosnach i że Rudy jest ciągle jakiś chudziutki, więc można by zacząć kupować lepszą karmę.

I że zawsze marzyłam o nauce jazdy konnej, a jedna lekcja kosztuje tyle, co egzemplarz Panny, co jest przecież wysoce niesprawiedliwe, bo Pannę czyta się dłużej, niż jeździ na koniu i nie można się nabawić kontuzji (znaczy Wy nie możecie, bo ona łamie się wpół od jednego nieprzychylnego spojrzenia). Mówię jej też, że przecież mamy firmę i trzeba więcej zarabiać, bo inaczej pożre nas ZUS. Wszystkich nas i tak pożre kiedyś ZUS, a emerytur już w 2030 nie będzie.

Fakty i liczby jednak spływają po niej, tak jak poświata wschodzącego księżyca ślizga się po tafli leśnego jeziora. Oczy zapatrzone w dal, włosy rozwiane i rytmicznie falująca na wietrze turkusowa sukienka. Wszyscy mówią, że ładna ta sukienka nam wyszła!

A ładna, bośmy się z Panną zaparły, że nie chcemy kolażu w Canvie z obiecująco roznegliżowaną parą z przodu i obiecująco parującą filiżankę cappuccino z tyłu (księżycowa photoshopowa poświata na rogach).

"Woda księżycowa" Agnieszki Janiszewskiej Szczepanik z Coaching dla duszy to powieść gatunku realizm magiczny.
Wszyscy mówią, że ładna sukienka. Nie moja, Panny. Dziękuję za zdjęcie Galancie o Łodzi.

– Pomyśl, jakbyśmy jeszcze w tej scenie na Łysicy opisały dokładniej, co się stało… – zaczyna, bo zna moje słabości.

Moją do Niej słabość i odwieczną  tendencję do przekraczania wszelkich możliwych limitów słów.

– Ciii, Czytelnicy czytają! – besztam ją. – A zwłaszcza nowi Czytelnicy, którym chcemy sprzedać ten tekst… Znaczy ciebie w tekście! – wykrzykuję bezlitośnie, zanim namówi mnie i zdecyduję się dopisać tę scenę, tę jedną  malutką scenkę…

– Dużo ludzi się nie zorientuje, o co chodzi z tym Bernardem, a gdybyśmy jeszcze pociągnęły dalej… – kombinuje chytrze i w samo sedno, jakby znała mnie nie tylko z widzenia. Krew z krwi, a mnie serce zaczyna już pękać na myśl, że mam ją porzucić taką nieukończoną, z poranionymi o beton stopami.

– Żartujesz chyba, nie jesteś przecież Harrym Potterem, a i tak niebezpiecznie zbliżyłyśmy się do objętości „Zakonu Feniksa”! – protestuję, zanim zmięknę tak jak smoła na dachu domu moich świętej pamięci Dziadków – przy takich upałach.

– To jest koniec, cholerny koniec i uśmiechaj się teraz ładnie, bo zamierzam… słyszysz mnie? – upewniam się, bo jej oczy zamiast patrzeć na mnie, tęsknie zerkają w stronę pierzastego obłoku, który sunie właśnie znad Saspolu w kierunku Red Tower. Pewnie rozmarzona Panna znów bawi się w „zgadywanie chmur” (po więcej szczegółów, zapraszam do lektury 😉). – Moja droga, zamierzam dziś pozbyć się zawartości tej torby i wrócić lekkim krokiem do domu, wziąć prysznic i nakarmić Rudego! Najlepszej jakości karmą! – krzyczę, choć równocześnie płaczę, bo serce mi krwawi, tak mi przykro i żal.

Piotrowska tonie w wodzie księżycowej, woda księżycowa tonie we krwi mego żalu i swoich poranionych pięt. Toniemy tak wszyscy jakąś Bardzo Długą Chwilę, aż dopiero jakiś uprzejmy pan podnosi przetartą torbę z ziemi, chcąc jako tako przywołać świat do porządku (bądź poważna!).

– Dziękuję – mówię uprzejmie, odbierając torbę. Wycieram dekolt z potu, wydmuchuję nos i dziarsko kroczę dalej, w kierunku upragnionej księgarni, na spotkanie z szalonym księgarzem.

Z zamiarem dotarcia tam Choćby Nie Wiem Co!

"Woda księżycowa" Agnieszki Janiszewskiej Szczepanik z Coaching dla duszy w Magicznej księgarni.
Panna dotarła do Magicznej księgarni.

Tak, w porównaniu z Panną jestem uosobieniem zdecydowania i wzorem przedsiębiorczości, istnym rekinem biznesu. Pamiętam nawet numer swojego NIPU i znam rynkowe stawki marży dla pisarzy. Niestety znam.

– Wiesz co… – zaczynam z nadzieją, bo nie lubię długo płakać. – Nie chce mi się tak więcej chodzić z torbami! Opowiem o tobie na YouTubie! – krzyczę rozentuzjazmowana, bo właśnie zalewa mnie Druga Krótka Fala Nagłego Optymizmu. Jeszcze bardziej lepko-gorąca od pierwszej.

Właściwie dlaczego przy Piotrkowskiej nie stoją wentylatory?

 Musiałabyś mieć zasięgi – studzi mnie Panna, w zaskakującym przypływie online-marketingowej trzeźwości umysłu.

Spryciara jedna, musiała podsłuchiwać, kiedy podczas pisania dzwoniła Justyna. Justyna która zna się na promocji WSZYSTKIEGO. Zna się na handlu, na życiu, na rzeczy…

No dobra, ale… Nawet jak bez zasięgów opowiem, to przecież ktoś nas  obejrzy i cię kupi! Z taką sukienką! – krzyczę dalej, bo mój entuzjazm kipi, przez co grozi mi udar słoneczny, a dotarcie do księgarni ponownie staje pod znakiem zapytania. – Ty poczekaj, zapytam Justyny, co zrobić! – postanawiam i dzwonię od razu.

"Woda księżycowa" Agnieszki Janiszewskiej Szczepanik z Coaching dla duszy to powieść gatunku realizm magiczny.
Pomyślałam, że nagram coś na YouTubie.

A Justyna odbiera od razu.

– Hej Dżastina, jak żyjesz?

– A dobrze! Aga, gratuluję wydania! – mówi.

– Dzięki wielkie! I w tej sprawie dzwonię właśnie! Bo ty sobie tak dobrze radzisz…

Bo Justyna radzi sobie świetnie – podczas pandemii rozhulała handel maseczkami (też na eksport), a na wakacjach w liceum sprzedała ludziom parę ładnych kilo pomalowanych na różowo kamieni.

Zwykłych kamieni, ale z napisem LOVE. Mazakiem.

– Jak ty byś to promowała? – pytam już bez ogródek.

– Literaturę w sensie? – pyta z powątpiewaniem.

– No tak, książkę.

– A to raczej ciężko. Jesteś z tym samym mężem? – pyta rzeczowo.

– Tak, a co to ma…?

– No bo… W takiej kwestii to jakiś skandal by się przydał. Coś, o czym ludzie by mówili i dalej szerowali, z powieścią w tle.

– Aha, ale co to by mogło być? Mąż ten sam – powtarzam z gasnącą nadzieją.

– No romans jakiś, coś rozbieranego. Jest coś takiego chociaż w powieści?

– Hmmm – wertuję w głowie mój prawie-odpowiednik „Zakonu Feniksa”. – Kilka razy się całują i jest opis różowego stanika.

– Kiepsko! – ocenia. – To musisz coś nakręcić, można na YouTubie. Ale nie wykład o piramidzie Maslowa. Coś mocniejszego!

– Coś mocniejszego? – pytam słabo i czuję, że smartfon coraz bardziej klei mi się do dłoni. Że zaraz się ześlizgnie i wpadnie do kałuży, w której od oczu Panny odbija się księżycowa poświata, pomieszana z krwią jej poranionych pięt.

– No nie wiem, a musisz być hetero cały czas…? Teraz to jest na tapecie! Albo…

– Ty Justyna, bo my miałyśmy do księgarni, a właśnie się zbliżamy… Zadzwonię do Ciebie, całusy… Takie wiesz, koleżeńskie! – dodaję szybko, rozłączam się i biorę Pannę za rękę, bo na widok księgarni – która, hurra, jest już na horyzoncie! – zaczyna poważnie chwiać się na nogach.

– Przecież dobrze ci tam będzie, jest dużo innych książek! A jak ktoś cię kupi, to przecież nie po to, żeby utopić cię w studni!

(Tak jak Natalia utopiła Amandę – po więcej szczegółów, zapraszam do lektury!).

– Świat ci sprzyja! – dodaję w Nagłym Przypływie Czułości.

Bo zalewa mnie Fala Wyrzutów Sumienia, że może ją za mało chwaliłam w pierwszych chwilach po Druku? Może Panna ma w sobie za dużo Natalii, a za mało Aśki, może ja sama mam w sobie za dużo Ojca Natalii, a za mało Babci (po więcej szczegółów…) i przez to wszystko tak wolno się teraz wleczemy.

"Woda księżycowa" Agnieszki Janiszewskiej Szczepanik z Coaching dla duszy w księgarni Do Dzieła.
Panna znalazła bratnią (Moon Brothers) duszę w księgarni Do Dzieła.

I nie kłamię przecież, bo świat faktycznie sprzyja Pannie. Księgarze zamawiają, Czytelnicy czytają (tylko, błagam, nie gniećcie turkusowej sukienki!), a ja przecież też nie jestem taka straszna. Nie czepiam się, że ma niedoprasowany rąbek od halki (bo brakuje przecinka w prologu) i nie spodziewam się, że od jutra Koty będą żywic się tylko Royal Canin Norwegian Forest Cat Adult (ale na pewno by nie pogardziły – zwłaszcza Rudy –  także moi koci współ-wielbiciele, zamawiajcie książki!).

Poza tym (nie)szczęśliwie się złożyło, że akurat umarł Zafon, przez co realizm magiczny jest znowu na fali, która – w wyniku ogólnego zamieszania – mogłaby porwać i Pannę. Pod warunkiem rzecz jasna, że nie będzie się tak desperacko trzymała mojej nowej (dżinsowej, nie wełnianej – według upodobań Natalii) spódnicy.

(No co tak na mnie patrzycie, miałam być bardziej przedsiębiorcza – bardzo to przykre, ale i tak już umarł, nic a nic nie poradzę…).

A jak spotkam kiedyś Zafona w Zaświatach, to go zapytam, jak to on niby asertywnie wypychał swoje literackie dzieci w świat. No bo nikt z Was mi przecież nie wmówi, że gość o tytule „Cień Wiatru” ma w sobie więcej charyzmy, niż Panna.

Pewnie powie mi, że nie można się poddawać i należy wierzyć w swoje dzieło. Trzeba zachwalać jak pannę na wydaniu i cierpliwie spacerować po Ziemi Obiecanej (tylko dlaczego nie ma szalonych księgarzy na Chojnach?).

Panna świetnie czuje się w otoczeniu jednorożców, dlatego zboczyłyśmy z Piotrkowskiej do
Przystanku Jednorożec – Cudny Sklep.

Ależ przecież nic innego nie robię! Panna to najlepsze towarzystwo – tylko akurat nie na spacery. Poza tym nadaje się wszędzie. Najlepiej na plażę, do ogrodu (uwielbia ogrody, tak jak Babcia – po więcej szczegółów zachęcam do lektury!😊), na wieczór przy kominku albo poranek przy wentylatorze. Jest doskonała na prezent, bo ma świetną sukienkę! I nawet jak ktoś nie lubi czytać, to pewnie zna kogoś, kto lubi i doceni uroki mojej (tfu, tfu) Panny.

I zaręczam Wam, że każdy bez wyjątku egzemplarz (poza drobinkami księżycowej poświaty) zawiera cząstkę kochającego Was (Jej Pierwszych Czytelników) panieńskiego – serca (jak również echo niecierpliwych pomiaukiwań głodnego Rudego i zapach przypalonej wątróbki).

Także nawet jeśli uważasz, że jest to Najgorszy Tekst Sprzedażowy Na Świecie – to i tak ZAMÓW TERAZ, bo powieść – tak mówią! – jest dobra.

Tekst jest być może najgorszy, bo autor używa banalnych haseł reklamowych (ZAMÓW TERAZ) i dużo zbędnych metafor, które utrudniają życie algorytmom Google. Zresztą metafory są podejrzane, zwłaszcza ten o akcji rozkręcającej się jak wentylator (wybaczcie). Samo słowo „wentylator” pojawiło się w tekście tyle razy, że WordPress doradza, abym rozważyła użycie tego słowa w tytule  (no ale nie może być Spacer z Wentylatorem, kiedy przy Piotrkowskiej nie było ani jednego). Poza tym wtyczka Yoast SEO wyraziła niezadowolenie z powodu braku nagłówków i ogólnego nadmiaru treści, do tego nic o seksie. Jedynie się całują i różowy stanik.

"Woda księżycowa" Agnieszki Janiszewskiej Szczepanik z Coaching dla duszy to powieść gatunku realizm magiczny.
W księgarni Rema Wodę otaczają Łodzie. Całkiem blisko jest też Zafon.

Ale mówię Wam – mniejsza o to wszystko, bo powieść jest dobra i serce włożyłam! Po prostu ZAMÓW, przeczytaj i napisz do mnie, a ja napiszę do Ciebie. Poznajmy się już TERAZ, żeby nie trzeba się było potem nawoływać w Zaświatach.

"Woda księżycowa" Agnieszki Janiszewskiej Szczepanik z Coaching dla duszy to powieść gatunku realizm magiczny.
Turkusowa sukienka będzie też pasować do Twojej półki! Dziękuję za zdjęcie Michałowi Karwackiemu.

Do zobaczenia pomiędzy kolejnym zlepkiem (chyba, że będzie chłodniej, to się nie będą tak kleić) liter. W tym tekście nie nasłuchujcie miauczenia, bo Rudy śpi i dobrze najedzony (księgarz uczciwy i zapłacił, choć szalony). Brzęczy jedynie wentylator kolumnowy, a jeśli chodzi o zapach, to można doszukać się kawy – palonej, ale zupełnie nie przypalonej. I nie cappucino z pianką, zwykłej.

Więcej profesjonalnych zdjęć Panny na Galancie o Łodzi i od fotografa Michała Karwackiego.

Pannę poleca Wydział Nauk o Wychowaniu UŁ, Dom Kultury “Widok” i Polskie Stowarzyszenie Kreatywności.

Panna miała swoje pięć minut w Radiu Łódź.

Panna jest łodzianką, więc pytał o nią Magazyn Life in łódzkie.

Realizm magiczny w łódzkiej oprawie przypadł do gustu portalowi Kreatywne łódzkie.

Panna lubi Skierniewice, więc udzielono nam Głosu Skierniewic.

Pannę ma też na półkach Księgarnia Eureka Skierniewice.

Pannę wzięło pod swoje skrzydła Centrum Kreatywności Fabryka oraz Melo Radio.

Premierowy dzień z autorem online odbył się w Bibliotece Słówka.

Z Panną dojechałyśmy na festiwal Kolej na Kobiety, można też ja nabyć w łódzkiej gablotce Tobaco Hotelu.

Pytali też o nią na portalu Granice.pl.

Pannę-łodziankę rekomenduje Kreatywna.org.

A jeszcze przed wydaniem Pannę oplótł komplementami Papierowy Bluszcz.

Telewizja Ret Sat wzięła Wodę w ogień pytań i to dwa razy “Okiem kamery” część I i część II.

Dużo dobrych recenzji przeczytacie też na Lubimy czytać oraz stronie Empiku.

W Łodzi kupicie Pannę w księgarni Ossolineum, Magicznej Księgarni, Księgarni Do Dzieła, Księgarni REMA i w Przystanku Jednorożec – Cudny Sklep.


Za wszystkie recenzje, opinie i wzmianki o “Wodzie księżycowej” najserdeczniej dziękuję! Panna nabiera coraz więcej odwagi – zwłaszcza po zmroku, gdy księżyc jasno świeci… 🙂 .

Księżycowa grafika od Ideas Factory.


Jeśli łamać normy to po to, żeby tworzyć!

Coaching dla duszy Ogólnopolska Konferencja Naukowa Twórczość i Normy

Pozdrawiam z Lublina… znaczy z fotela…;)
…ponieważ Ogólnopolska Konferencja Naukowa Twórczość i Normy odbyła się online, ale się odbyła! Także jeśli też masz kawałek wygodnego fotela, chwilę czasu i chcesz posłuchać mądrości na temat kreatywności (nawet nie tyle moich, co tych znanych badaczy kreatywności, o których opowiadam w prezentacji), serdecznie zapraszam do obejrzenia nagrania! 🙂

Moja prezentacja dotyczyła uwarunkowań procesów twórczych – a jest nią m.in. dobra koncentracja, czyli tzw. “kontakt” z rzeczywistością (wg. teorii Rollo Maya).

Więcej…

Efekt motyla – jak “ogarnąć” chaos w pracy twórczej?

Masz pomysł na zrobienie “czegoś kreatywnego”, chcesz spełnić dawno odkładane marzenie, napisać książkę, pracę naukową albo artykuł…? Namalować obraz, a może założyć swoją firmę, lub zaaranżować przydomowy ogródek…? Jeśli masz pomysł na jakiekolwiek – większe lub mniejsze – twórcze przedsięwzięcie, ale doskwiera Ci chaos i niepewność co do tego, czy warto i czy się uda… Serdecznie zapraszam do lektury!

Więcej…

Czy boisz się spełniać marzenia…?

Czy to możliwe, że często boimy się spełniać marzenia i realizować cele bardziej, niż obawiamy się jakiejkolwiek porażki? Jakkolwiek dziwne może Ci się to wydawać – okazuje się, że tak!

O tzw. “kompleksie Jonasza” (rodzaju auto-sabotażu) pisał już, znany z teorii hierarchii potrzeb człowieka, Abraham Maslow.

Więcej…

Co tak naprawdę czyni Cię wyjątkowym…? Kreatywność a korpolajfstajl

Humanka to kobieta idealna. Zawsze sympatyczna, uśmiechnięta i czarująca. Prowadzi ożywione konwersacje, śmieje się i żartuje. Jest piękna, zwinna i non stop w najlepszej formie. Potrafi błyskawicznie i doskonale zrobić wszystko, co praktyczne – od gotowania wyrafinowanych potraw po męskie strzyżenie. Pomaga, wyręcza i nigdy nie jest zmęczona. Ma przeogromną wiedzę, więc we wszelkich merytorycznych dyskusjach wypowiada się z encyklopedyczną dokładnością. Czy czegoś tu może brakować…?

Humanka Coaching dla duszy
Pobrano z: https://lodz.wyborcza.pl/lodz/51,35136,25649962.html?i=7 Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta

No może jedna „drobnostka” nie całkiem się zgadza. Humanka to… nie do końca kobieta. To po prostu humanka o imieniu Szi – czyli tytułowa bohaterka sztuki teatralnej, którą oglądałam w ostatni weekend w Teatrze Nowym w Łodzi. Humanka to nie człowiek, ponieważ pod jej idealnie gładką i jędrną skórą “pulsuje” najbardziej zaawansowana technologicznie maszyneria, a jej mózg zamiast neuronów, „oplatają” najgenialniejsze algorytmy, pozwalające łączyć aż tyle, wspomnianych powyżej, atutów osobowościowych i intelektualnych. Szi ma zapewne wszystkie Twoje i moje zalety razem wzięte, a do tego maksymalnie zwielokrotnione. Minus, rzecz jasna, wady. Dokładny zestaw cech zależny jest zresztą od modelu robota, jednak wybór jest bardzo szeroki, niemalże nieograniczony.

Czyż to nie cudownie?

Może i tak. A biorąc pod uwagę prędkość technologicznego rozwoju naszej cywilizacji, nie taka znowuż ta sztuka daleko-futurystyczna, także może lepiej już teraz oswoić się z konceptem coraz większego udziału humano-podobnych robotów w życiu społecznym.

A poza tym humanka ma też swój niczego-sobie męski odpowiednik, gotowy uprościć i uprzyjemnić życie nawet najbardziej wymagającej kobiecie – niezależnie od jej wieku i atrakcyjności. Także obiecująco! 😉

Zdefiniuj życie

Humanka Coaching dla duszy
Pobrano z: https://hiro.pl/ludzie-roboty-czy-tak-bedzie-wygladac-niedaleka-przyszlosc/

A jednak na forum internetowym (w jednej ze scen sztuki), wybucha gwałtowna dyskusja, dotycząca zagrożenia dominacją humanoidów nad ludźmi. Dyskusja „w obronie życia”, która wygląda mniej więcej tak (cytaty niedosłowne):

– Trzeba bronić życia stwierdza jeden z forumowiczów w reakcji na wątpliwości.

– Zdefiniuj życie – odpowiada na to inny.

Żyć to myśleć i mówić to, co prawdziwe oraz czuć to, co głębokie i piękne – pisze kolejna anonimowa osoba.

O pseudonimie Szi.

Trafna wydawałoby się i poruszająca definicja, no ale zupełnie nieoryginalna. Dlaczego? Szi nie jest bowiem w stanie wypowiedzieć niczego, co byłoby oryginalne. W reakcji na podane jej hasło „życie”, po prostu wypluwa z siebie fragment uprzednio zaprogramowanego ciągu wyrazów, które tak naprawdę nic dla niej nie znaczą.

No właśnie. Jeśli mielibyśmy więc szukać argumentów „w obronie życia”, to właśnie znaleźliśmy jeden bardzo istotny.

Napotkaliśmy granicę możliwości humanów, ale równocześnie sedno tego, co czyni cudownym i wyjątkowym właśnie Ciebie. Ciebie, mnie, mojego sąsiada, koleżankę i Twojego współpracownika. Brata, siostrę i szwagierkę. Ludzi.

Ten argument, ta granica i sedno to nic innego, jak kreatywność i myślę, że fabuła „Humanki” stanowi doskonały pretekst, aby sobie to mocniej uświadomić.

Homo deus i ludzka twarz kreatywności

Homo deus to – oprócz tytułu popularnej ostatnio książki Y. N. Harariego – określenie wskazujące na boskie przymioty istoty ludzkiej. Boskie, czyli twórcze.

Coaching dla duszy kreatywność i samorealizacja

„Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam” – czytamy w Starym Testamencie. „Obrazem Boga w człowieku jest jego twórczy potencjał”, napisała amerykańska pisarka i filozofka, Mary Daly.

I nie chodzi o żadnego konkretnie rozumianego Boga, który unosząc się pomiędzy chmurami i drapiąc po siwo-krzaczastej brodzie, zastanawia się, co tu jeszcze dodać, a co ująć w swoim planetarnym arcydziele. Nie chodzi o religię – chodzi o archetyp, o kulturowy wzorzec, który jest tak stary, że musi zawierać w sobie jakiś okruch prawdy 😊.

Prawdy o tym, że kreatywność to być może najcenniejszy zasób, jakim dysponuje człowiek, największy wyróżnik naszego gatunku na tle roślin, zwierząt, a także – zdecydowanie – na tle choćby najdroższych modeli humanek i humanów! 😊

A kiedy chcemy odkrywać kulturowe wzorce, dobrze poszperać też w etymologii, ponieważ to język jest największą skarbnicą znaczeń. Gdyby chcieć więc dogrzebać się do najbardziej pierwotnych korzeni kreatywności w jej lingwistycznym znaczeniu, to rdzeń łacińskiego słowa creationem pochodzi od praindoeuropejskiego ker, czyli rosnąć. A rosnąc może w końcu tylko to, co żywe.

Starofrancuskie creacion oznaczało z kolei „powstawać”. W XVII wieku angielskie creation dotyczyło tego, „co stworzył Bóg”, a w XIX wieku słownikowa definicja wskazywała już na działanie człowieka („to, co zostało wytworzone przez człowieka jako wynik umiejętności lub jako dzieło sztuki”). Przestarzały już polski przymiotnik kreacyjny to inaczej „zdolny do tworzenia”. Ciekawy jest też polski rodowód czasownika tworzyć („powołać do istnienia”), który tak samo jak twarz pochodzi od prasłowiańskiego tvoriti. Także zarówno twarz, jak i twór miały kiedyś wspólną podstawę słowotwórczą – co, jako że o twarzy mówimy w kontekście ciała ludzkiego – wskazywałoby znów na „ludzki” wymiar tworzenia, który aktualny jest po dziś dzień. Na przykład, powszechna wśród pedagogów twórczości, zaproponowana przez profesora Krzysztofa J. Szmidta, definicja kreatywności wyraźnie wskazuje, że jest to ludzka zdolność do  „generowania nowych i wartościowych wytworów (rzeczy, idei, metod działania itp.)”.

Coaching dla duszy twórczość

Korpożycie, w którym „czegoś brakuje”

Także w kulturowo-symbolicznym i językowym aspekcie kreatywności (i jej przedłużeniu oraz materialnej manifestacji twórczości) od Boga do człowieka droga nie jest aż taka daleka.  I potraktujmy to po prostu jako ważną inspirację w kierunku zrozumienia, jak istotna jest to cecha i jak kluczowe jest, aby właśnie z niej aktywnie korzystać.

A powiedziałabym, że kreatywność, może z wyjątkiem tej właśnie „technologicznej” (w wyniku której powstają coraz bardziej zaawansowane cyfrowe technologie), wcale aż tak w naszej kulturze nie rozkwita. Nie chcę generalizować, ale z moich obserwacji (prywatno-zawodowych) wynikałoby raczej, że bardzo wielu z nas za kreatywnością najzwyczajniej… tęskni. Choć przecież mamy ją wszyscy w sobie.

Na przykład, kiedy rozmawiam z osobami na coachingu, warsztatach lub niektórymi znajomymi, bardzo często słyszę, jak bardzo „zabija”, „wyniszcza” i „wypala” ich wykonywanie codziennie tych samych czynności, czyli praca schematyczna, powtarzalna, „odmóżdżająca” i nie pozwalająca… no właśnie nie pozwalająca niczego tworzyć, nie angażująca naszej ludzkiej zdolności do tworzenia.

Taka, która jest być może prosta, bezpieczna i stabilna, z którą wiążą się benefity w rodzaju kart Multisport, co wtorkowych pączków, relax roomów z hamakami i workami sako. Z całkiem sympatycznym team liderem, regularnymi wyjściami integracyjnymi i nielimitowanym dostępem do latte albo małej czarnej z ekspresu Krupsa. Ale, paradoksalnie, to taka właśnie praca często wykańcza do granic możliwości, a wiele osób doprowadza do stanów apatii, załamań i depresji.

Coaching dla duszy samorealizacja

Po co komu samorealizacja?

Oczywiście piszę jedynie to, co zaobserwowałam lub czym się z mną ktoś podzielił – Twoje doświadczenia i odczucia a propos korpo-pracy mogą być zupełne inne i wielu osób bez wątpienia są. I wtedy świetnie! Naprawdę świetnie, bo jeśli da się pracować wygodnie, bezpiecznie, a przy tym realizować w pełni swój potencjał, to chyba lepiej być nie może.

Jednak problem polega na tym, że wiele osób za cenę wygody (dość zresztą iluzorycznej, bo – pomijając kwestie stricte materialne, do których przecież nie warto sprowadzić całego życia – na czym ta “wygoda” właściwie polega, kiedy równocześnie człowiek czuje się sfrustrowany, wypalony i „nie na swoim miejscu”?) całkowicie rezygnuje z jakiejkolwiek satysfakcji, samorealizacji i poczucia sensu działania.

Dlaczego więc tak pracujemy? Myślę, że samorealizacja zawodowa (tak jak coaching) to jeszcze dosyć nowa idea, do której podchodzimy nieufnie, tak jak kiedyś do e-booków i Kindla (do czego jeszcze wrócę 😉 ). Upraszczając historię do granic możliwości – kiedyś były zabory i feudalna praca na roli, potem wyniszczające wojny, a po nich tłumiący jakiekolwiek przejawy indywidualności socrealizm. Kto zastanawiał się nad tym, aby realizować się w pracy? Jakaś grupa zapewne tak, ale bardzo nieliczna. Skąd więc my, mając przecież geny i jeszcze mentalność nie kogo innego, a naszych własnych umęczonych historycznymi ograniczeniami przodków, mielibyśmy czerpać odwagę do działania „na swoim” i mieć oczekiwania, że praca poza „chlebem” (choćby bezglutenowym 😊) ma dawać jeszcze sens i spełnienie? Co najwyżej millenialsy coś na ten temat przebąkują, ale na razie nie spotyka się to chyba jeszcze z jakimś powszechnym zrozumieniem ;). Potrzeba czasu i to pewnie naturalne.

W każdym razie, jednym z powodów tego, że „siedzimy” często w pozbawionych dla nas sensu miejscach pracy, bo swój głos w sprawie ma nadal pokolenie wyżej (rodzice, a dla młodszych osób dziadkowie), którzy wychowani w innych społeczno-gospodarczych warunkach, faktycznie (i z ich perspektywy całkiem słusznie) są przekonani, że to, co dzisiaj oferują firmy, to „luksus”. Z racji uwarunkować historycznych, ich własne oczekiwania wobec pracy sprowadzały się do stabilizacji, bo jakakolwiek samorealizacja zawodowa była pojęciem egzotycznym, na który można było natknąć się co najwyżej w jakimś amerykańskim poradników (ale na taki poradnik też chyba niełatwo było się natknąć).

Także wszystko wydaje się zrozumiałe i usprawiedliwione, no ale już niezbyt aktualne, także może dobrze otworzyć się na nowe możliwości rozwojowe. Zresztą piramida Maslowa z samorealizacja na samym szczycie to też ostatecznie już nie aż taka nowość (1954 r.!) – także samorealizacja to całkiem stabilnie ugruntowana w nauce idea 😊.

Coaching dla duszy Abraham Maslow
Pobrano z: https://en.wikipedia.org/wiki/Maslow%27s_hierarchy_of_needs

Natomiast jeśli nawet nie spróbujemy do niej sięgnąć, może okazać się, że wprawdzie zamieniliśmy szaro-peerelowską halę produkcyjną na komfortowy open space, ale poza „opakowaniem” nie za wiele się w swej istocie zmieniło.  

Nieco niepokojące wydają mi się sytuacje, kiedy na pytanie „czym się zajmujesz?” niektóre osoby, często zatrudnione na niższych stanowiskach w korporacji, raczej bez entuzjazmu mówią dość enigmatycznie: „odpowiadam za fragment procesu”. No i nie dziwi mnie, że bez entuzjazmu, ponieważ taka wypowiedź sugeruje, że ktoś nie tylko prawdopodobnie nie widzi sensu pracy z perspektywy swoich zainteresowań, ale najzupełniej dosłownie nie zna jej przeznaczenia.

 A z psychologii wiadomo przecież, że nasz mózg, abyśmy mogli odczuwać chęć do działania, potrzebuje jakiegoś sensownego (z naszej perspektywy) celu (bo wtedy wytwarza się dopamina). A najwięcej energii płynie w wyniku motywacji wewnętrznej, kiedy zajmujemy się tym, co nas interesuje, angażuje nasze talenty, kompetencje i pozwala nam się rozwijać. Czyli wtedy, gdy jesteśmy w procesie samorealizacji.

Może być więc „fragment procesu”, no ale dobrze wiedzieć, na co to wszystko i w ogóle „quo vadis” 😊.

Humani, których mijasz na ulicy

Ale nawet gdybyśmy już odsunęli na bok problem braku samorealizacji i indywidualne poczucia niespełnienia i chcieli spojrzeć na taką pracę bardziej „zewnętrznie”, czy też „obiektywnie” (albo oczami starszego pokolenia)… Taką pracę, w której może i codziennie robisz z grubsza to samo, no ale przynajmniej otrzymujesz za to całkiem porządną pensję. Przy okazji jest Ci ciepło, działa ekspres, a po godz. 17 możesz iść na siłkę albo basen 😊.

Wtedy niby wydaje się, że wszystko gra… ale też nie za bardzo. Gra, dopóki na ulicach nie mijają nas jeszcze „prawdziwi” humani i humanki. A nie jest wykluczone, że już wkrótce będą mijać!

Coaching dla duszy kreatywność

Jak czytamy w serwisie forsal.pl:

Według ekspertów zajmujących się problematyką sztucznej inteligencji około 40% obecnych miejsc pracy może zostać zastąpionych przez inteligentne roboty już w okresie najbliższych 15 lat. Co więcej, dotyczy to nie tylko stanowisk kojarzonych z pracą fizyczną, ale i umysłową.

Szacunki McKinsey Global Institute wskazują, że 60% obecnych zawodów składa się z czynności, które w co najmniej 30% można zautomatyzować, a Gartner zakłada, że już w przyszłym roku AI przyczyni się do wykreowania większej liczby nowych miejsc pracy niż liczba tych, które wyeliminuje z tego rynku. Oczywiście dynamika obserwowanych zmian będzie zróżnicowana w zależności od branży. Eksperci są zdania, że w największym stopniu dotkną one tych zawodów i stanowisk, które są oparte na pracach rutynowych i odnoszą się do tzw. przewidywalnego środowiska pracy (…).

Może nie są to jeszcze stworzone na „obraz człowieka” pełnowymiarowe humanoidy, ale też jeszcze całkiem niedawno przepowiadane przez Stanisława Lema innowatorskie „optony” zakrawały o absurd, a dziś to po prostu dobrze oswojone i na co dzień widoczne w tramwajach i autobusach… czytniki e-boków. Gadżety, które w latach 60. XX w. należały jeszcze do sfery science fiction, tak samo jak kilka innych niegdyś-futurystycznych wizji Lema, które już „się sprawdziły”.

Chyba najdziwniejszy zawód, o jakim czytałam, to „manager śmierci cyfrowej” i taki jeszcze, zdaje się, nie funkcjonuje, ale za to niewiele mniej abstrakcyjnie brzmiący  „pasterze robotów” mają się świetnie – to już przecież popularnie oferowane w łódzkich korporacjach stanowisko, polegające na zarządzaniu pracą maszyn, które zastępują obowiązki pracowników. Szczerze mówiąc, kiedy pierwszy raz usłyszałam, że mój znajomy aplikuje na „pasterza robotów” poczułam się w tym określeniem jakoś mało komfortowo. No bo pasterz to łąka, natura i sielanka, a nie przechadzanie się pomiędzy „pustymi” stanowiskami komputerowymi, gdzie bezbłędnie przepływają dane… Nie brudząc biurek okruszkami od pączków, nie wylewając kawy na klawiaturę i nie domagając się podwyżek. Ale pewnie z tym dyskomfortem to tylko kwestia przyzwyczajenia, tak samo jak z czytnikami e-booków, które dziś już przecież zupełnie nie budzą chyba niczyjej antypatii 🙂 .

W każdym razie kierunek rozwoju sztucznej inteligencji jest dosyć jasny, więc nie będę się tutaj nad tym dalej rozwodzić. A zresztą Szi to na serio sympatyczna humanka, która może wyręczyć nas w niejednej żmudnej czynności (sama bym ją chętnie zatrudniła do sprzątania 😊).

Chodzi mi jednak o to, abyś nie pozwolił, by za parę, czy paręnaście lat ona i jej podobni zbyt łatwo byli w stanie Cię zastąpić. Czyli, abyś pamiętał o sednie tego, co czyni Cię wyjątkowym.

Czyli Twojej kreatywności.

A więc co z tego dla mnie i dla Ciebie wynika?

Gdybym sama miała „zdefiniować życie” na jakimś forum albo tutaj – na pewno uwzględniłabym aspekt twórczości. Podążając przyjętą w tym tekście linią rozumowania – wystarczy zadać pytanie: czego nie potrafi humanka?

Po pierwsze, rzecz jasna, nie może rozmnażać się fizycznie, a po drugie – nie potrafi wymyślić i wdrożyć niczego, co nie zostało w nią wgrane jako algorytm. Czyli nie potrafi tworzyć niczego z poziomu intelektualno-duchowego.

Co ciekawe, Carl Jung, Rollo May i wielu innych filozofów i badaczy twórczości porównuje kreatywne procesy do fizycznego płodzenia i rodzenia dzieci. I odwrotnie – wielu artystów opisuje swoje dzieła sztuki jako dzieci, które są ich „przedłużeniem”, powstały z ich wnętrza, ale też „żyją własnym życiem”. Czyli oba te „wymiary twórczości” (fizyczny i, powiedzmy właśnie, intelektualno-duchowy) są w pewnym sensie analogiczne.

Także w kreatywności tkwi, w moim odczuciu, sedno życia, którego nie zaszczepimy żadnemu robotowi, no bo cokolwiek byśmy mu nie wszczepili, będzie to już z góry zaprogramowane, czyli najzupełniej nietwórcze. Kreatywność to, jak już wspomniałam, może najcenniejsza ludzka umiejętność, odróżniająca nas od roślin, zwierząt i humanów.

Korzystaj z niej aktywnie, w zgodzie z tym, co jest Twoim twórczym zainteresowaniem. To nie musi być od razu „Picasso”, to w ogóle nie musi być nawet działalność artystyczna – po prostu twórz to, co jest oryginalnie Twoje, do czego wkładasz choćby ułamek swojej oryginalnej myśli, koncepcji, natchnienia. Może będzie to Twoja firma w branży „przemysłów kreatywnych”, jakiś produkt, usługa, a może obraz, bransoletka lub rabatka kwiatowa. Albo chociaż własnoręcznie pomalowana doniczka lub oryginalnie zaaranżowana sypialnia 😊. Ponieważ tworzenie to nie tylko działalność stricte artystyczna (tzw. „twórczość wtórna”, czyli profesjonalna), ale to też aktywności z obszaru tzw. „twórczości pierwotnej” (według klasyfikacji Abrahama Maslowa), czyli właśnie tej codziennej, „domowej”, również przynoszącej mnóstwo radości i spełnienia.

Coaching dla duszy twórcza samorealizacja

A czy masz odejść z pracy w „przysłowiowej” korporacji, jeśli w tego rodzaju miejscu pracujesz i akurat Twoje wrażenia odpowiadają temu, co opisywałam? Tego oczywiście nie mogę nikomu doradzić, a co najwyżej dość sztampowo przestrzec, żebyś nie rzucał się na głęboką wodę, którego to jednak „ostrzeżenia” za szczególnie nie lubię, ponieważ… z moich doświadczeń i obserwacji przypadków innych osób wynika, że właśnie rzucanie się na głęboką wodę często przynosi najbardziej pozytywne i owocne życiowe przełomy 😊. Ale nie rzucaj się, jeśli nie jesteś na ten moment gotowy i przekonany, natomiast też nie grzęźnij na kolejne lata w bezpiecznej, bo płytkiej sadzawce, w której woda nie płynie i czujesz, że brakuje Ci „tlenu”, czyli sensu, spełnienia i radości.

Szkoda życia i Twojej twórczej natury!

Właściwa proporcja struktury i światła

A wracając jeszcze na moment do twórczości, to inspirujące wydaje mi się określenie prof. Jordana Petersona, który powiedział że sztuka to „właściwa proporcja struktury i światła”. Natomiast myślę, że można uznać, że jest to cecha każdej prawdziwej twórczości, niekoniecznie tylko „wysoce” artystycznej. „Struktura” to symetria, proporcje, harmonia kształtów i precyzja wykonania, a „światło” to właśnie element transcendentalny, czy też pierwiastek duchowy, który pochodzi z wnętrza (człowieka) i bez którego nie zachodzi proces kreatywny.

Humanka to co najwyżej sama struktura (bo jest symetryczna, bezbłędnie zaprogramowana i wytrzymała), ale bez światła. Może też dlatego sama sztuka teatralna (choć bardzo mi się podobała i polecam) ogólnie jest mroczna, ponura i w jakiś sposób – pomimo ogromnej ilości łatwo dostępnego seksu, smakowicie wyglądających potraw o idealnie dobranych składnikach, które humanowie przygotowują ludziom na posiłki, perfekcyjnie wysprzątanych mieszkań i komfortu w postaci wszechobecnych, ułatwiających życie bohaterów, technologicznych gadżetów – w jakiś sposób niepokojąca.

Coaching dla duszy kreatywność
Pobrano z: https://cdn.getyourguide.com

Dlatego też po jej obejrzeniu, jako odtrutkę nabrałam ochoty na odszukanie swojego promyka twórczej weny i napisanie tego tekstu.  Nieidealnego na pewno, ale świeżego i na ten moment we mnie żywego.

Bardzo mocno i jeszcze raz zachęcam Cię, abyś w najbliższej wolnej chwili odnalazł swój własny promyk (to, że istnieje, tego jestem pewna – no chyba że masz na imię Szi! 😊) i obudował go w dowolną strukturę, jaka Ci odpowiada (tekst, obraz, grafika, tkanina, muzyka…). Czyli stwórz coś, co najpewniej nie będzie idealne, ale będzie oryginalnie Twoje, twórcze, a przez to żywe. Ludzkie.

Aha, i zdefiniuj życie! 😊 Może zgadzasz się, że sensem życia jest twórczość, ale ujął byś to trochę inaczej niż ja. A może zupełnie się nie zgadzasz i tak też jest super – napisz, tak jak jest. Tylko nie konsultuj z algorytmami Google, wyraź to, tak jak czujesz, że jest dla Ciebie „prawdziwe, głębokie i pięknie”.

Serdeczności! :*

A jeśli chciałbyś “robić coś kreatywnego”, ale czujesz więcej obaw, niż odwagi, być może cierpisz na tzw. “kompleks Jonasza” – zachęcam do przeczytania artykułu na ten temat lub obejrzenia tego nagrania.

Jeśli natomiast na ten moment czujesz się twórczo zblokowany i nie do końca wiesz, jaka jest Twoja dalsza droga rozwoju, dobrym startem mogą być poranne strony.

A jeśli masz pomysł, ale boisz się życiowego chaosu, związanego ze zmianą zawodową i wdrażaniem swoich idei w życie – zapraszam tutaj

Osoby chcące pracować indywidualnie nad wdrażaniem swoich pomysłów w życie, serdecznie zapraszam na indywidualne sesje coachingowe.

Źródła:
http://www.etymonline.com

https://forsal.pl/artykuly/1410248,praca-przyszlosci-w-ciagu-10-lat-powstana-zupelnie-nowe-zawody.html

Szmidt, K., J. (2013). Pedagogika twórczości. Sopot: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.

Udzik, B. (2016). Ad fontes, czyli zacznijmy od uzgodnienia znaczeń. W: B. Niemierko,
M.K. Szmigiel (red.), Diagnozowanie twórczości uczniów i nauczycieli. Kraków: Polskie Towarzystwo Diagnostyki Edukacyjnej. 

“Kompleks Jonasza”: czyli co biblijny prorok ma wspólnego z Twoimi marzeniami? 😊

kompleks Jonasza Coching dla duszy

Ale zanim wyjaśnię, czym jest “kompleks Jonasza”… Jakoś mało dzisiaj słońca, dlatego aby podnieść poziom psychicznej energii zacznijmy od krótkiego ćwiczenia coachingowego – powinno poprawić nastrój i podnieść poziom psychicznej energii, o ile rzecz jasna dasz mu “kilka minut szansy”. Także do dzieła!

Na początek pomyśl proszę o swoim największym, najbardziej odważnym, nawet szalonym marzeniu. O swojej najlepszej wersji samego siebie, wymarzonym życiu – dozwolone są same pozytywy, na potrzeby ćwiczenia wszystko, czego pragniesz, jest możliwe.

Możesz to zapisać lub po prostu wyobrazić sobie ze szczegółami, zamknąć oczy… Zobacz, poczuj, dotknij sedna tego, czego chcesz.

A potem zastanów się, co czujesz pod wpływem tego wyobrażenia?

Odpowiedz sobie – szczerze i konkretnie.

Oczywiście można by się spodziewać, że nastrój Ci się poprawił, uśmiechasz się, masz ochotę natychmiast zabrać się do działania w celu spełnienia swojej pięknej wizji…

Taką mam nadzieję 😊.

Ale… co ciekawe, może być też zupełnie inaczej! Wykonywałam podobne ćwiczenia podczas sesji coachingowych i to, co zdarzało mi się usłyszeć od np. jednego rozmówcy, który opisywał swoją wymarzoną ścieżkę kariery, bynajmniej nie przypominało czystego entuzjazmu. „To świetna wizja, ale czuję się też trochę głupio, jakby było mi za coś wstyd” – powiedziała jedna z osób.

Głupio i wstyd…

Dziwne, prawda?

No właśnie wcale, że nie i o tym właśnie jest ten tekst. Takie reakcje są najzupełniej normalne i opisane już, m.in., przez Abrahama Maslowa, jednego z najważniejszych przedstawicieli psychologii humanistycznej i pewnie znanej Ci teorii hierarchii potrzeb („piramida Maslowa”).

Abraham Maslow Coaching dla duszy
Pobrane z: www.abrahammaslow.com

Maslow, wykładając na uniwersytecie, zadał kiedyś swoim studentom serię pytań: „Kto z Was w tej grupie chciałby napisać wielką powieść amerykańską, zostać senatorem, gubernatorem albo prezydentem? Znanym kompozytorem…? Wielkim przywódcą? Napisać świetną książkę o psychologii?”

Generalnie rzecz biorąc, wszyscy zaczęli chichotać, czerwienić się i wiercić”, stwierdza Maslow i – jak na rzetelnego naukowca przystało – zaczyna badać niezrozumiałe i zaskakujące zjawisko.

I tu zaczyna się historia z wielorybem

Groźny starotestamentowy Bóg poleca prorokowi Jonaszowi udać się do Niniwy, stolicy Asyrii, gdzie – przynajmniej z boskiej perspektywy – nie dzieje się najlepiej. Ludzie grzeszą bez opamiętania i niewiele robią sobie z zasad moralnych. A nieszczęsny Jonasz został wybrany jako ten, który ma przemówić im do rozsądku i przywołać do porządku.

A Ty jak zapatrywałbyś się na takie sobie wyzwanie, taką „misję życia”? 😊

No właśnie, bo Jonasz całkiem podobnie. Postanawia więc dać nogę i melduje się na statku płynącym dokładnie w przeciwnym, niż Niniwa, kierunku.

Nadzieje na bezkarną ucieczkę i spokojną podróż szybko rozpadają się jednak w pył – dookoła rozpętuje się burza, załoga ląduje za burtą, a Jonasza – jeśli można nazwać to szczęściem – połyka wieloryb, dzięki czemu nie topi się, ale przeżywa, bo ryba wypluwa go na brzeg. Jonasz w międzyczasie intensywnie się modli i uświadamia sobie, że to właśnie ucieczka przed boskim przeznaczeniem zgotowała mu taki los i, ogólnie rzecz biorąc, nie miała większego sensu. Postanawia więc reaktywować „projekt Niniwa” i wszystko ostatecznie kończy się dobrze 😊. Miasto zostaje uratowane, mieszkańcy nawracają się, a Jonasz żyje dalej długo i szczęśliwie.

To tak w skrócie, bo historia ta jest alegorią, która posłużyła Maslowowi do nazwania analizowanego przez siebie zjawiska lęku przed samorealizacją, własną wielkością, spełnieniem najśmielszych marzeń. Zjawiska unikania rozwoju i realizacji indywidualnego potencjału – czyli właśnie „kompleksu Jonasza”.

Maslow zaobserwował, że oprócz lęku przed porażką, w ludzkiej psychice czai się – być może równie silny – lęk przed sukcesem. Boimy się niepowodzeń, ale wcale niekoniecznie pragniemy zdarzeń odwrotnych. Nasz własny potencjał przytłacza nas i onieśmiela – zdarzają się momenty, kiedy mamy przeczucie, że drzemią w nas kreatywne zasoby, siła do działania i ogromna moc sprawcza, jednak zanim dobrze rozważymy plan działania, już ogarniają nas wątpliwości i przytłaczają sterty obaw (też tak może czasem masz…? 😊).

Kompleks Jonasza samorealizacja

„To z pewnością możliwe dla większości z nas, aby być kimś więcej, niż jesteśmy w rzeczywistości. Wszyscy posiadamy niezrealizowany lub nie w pełni rozwinięty potencjał. Jakże często uciekamy przed odpowiedzialnością, którą sugeruje nam nasza natura, przed naszym przeznaczeniem – i tak jak Jonasz, robimy to nadaremnie” – pisze (w moim luźnym tłumaczeniu) Maslow.

„Spróbuj porzucić swoje przeznaczenie, a sztorm nadejdzie” – komentuje tęże biblijną opowieść kanadyjski profesor psychologii Jordan Peterson, wytrawny interpretator kulturowych archetypów.

Kompleks Jonasza lęk przed sukcesem

A co to wszystko oznacza w praktyce? Że ucieczka od samorealizacji niesie więcej zagrożeń dla osobowości, niż podążanie jej drogą. Droga do spełniania marzeń jest trudna, ale udanie się w przeciwnym kierunku kończy się jeszcze gorzej. Metaforyczny „sztorm’ rozumieć można różnie – Maslow używa terminu „metachoroba” (inne nazwy to np. „nerwica egzystencjalna”) na określenia psychicznego cierpienia związanego z porzucaniem swoich aspiracji i marzeń. Jest to cierpienie najzupełniej rzeczywiste, uzasadnione i nieuniknione, choć czasem jego przyczyna jest trudna do uchwycenia („brak samorealizacji” trochę trudniej „zdiagnozować”, niż np. zapalenie oskrzeli 😊).

Wróć więc proszę do swojego marzenia i oceń, ile w Tobie lęku, a ile ekscytacji, kiedy o nim myślisz. Jeśli przeważa radość – świetnie, choć „kompleks Jonasza” może Cię jeszcze dorwać gdzieś po drodze – ale już masz świadomość, że jest powszechnym zjawiskiem. A jeśli już teraz czujesz obawy i lęk – już wiesz, że są normalne, ale… wiesz też, że lepiej pod ich wpływem nie porzucać swoich planów.

Nawet Platon (nadal kojarzymy gościa, prawda? 🙂 ), kontynuuje swoje rozważania Maslow, w chwilach introspekcji musiał obawiać się „wyjścia przed szereg” i głoszenia swoich śmiałych tez na temat natury rzeczywistości, ale to co wyróżnia jednostki takie jak on, to działanie pomimo obaw, a nie to, że ich nie posiadają!

Lęk przed samorealizacją jest uniwersalny i wiąże się z lękiem przed społeczną oceną, odrzuceniem, kiedy osiągniemy sukces, a także być może – zwykłym wysiłkiem, który bez wątpienia łączy się z konsekwentnym spełnianiem marzeń i budowaniem „spełnionego życia”. Dużo tego, ale tak czy inaczej wniosek jest jeden – życie “wbrew sobie” to opcja nieporównywalnie gorsza, niż wszelkie trudności, które spotkamy na swojej drodze. Samorealizacja – stanowiąca zwieńczenie ludzkich potrzeb w legendarnej piramidzie Maslowa – jest procesem wymagającym wytrwałości, jednak ostatecznie to wraz z nią wzrasta szansa na wewnętrzny spokój, spełnienie i radość.

Coaching dla duszy sesje

Także… nie chcę nikogo straszyć, ale… lepiej wsiadajcie do „dobrych statków” i odważnie płyńcie / idźcie / biegnijcie swoją drogą! Samych spełnionych marzeń!

Osoby chcące pracować indywidualnie, serdecznie zapraszam na indywidualne sesje coachingowe.

Więcej na temat “kompleksu Jonasza” opowiadam w poniższym nagraniu:

Źródła:
A. Maslow “The Farther Reaches of Human Nature”
K. Obuchowski “Galaktyka potrzeb”

Wywiad: jaka moc kryje się w słowach?

Coaching dla duszy Uzdrawianie przez pisanie

Słowa mają moc, a jeden z cytatów, który przytaczam podczas moich warsztatów “Uzdrawianie przez pisanie”, dobrze to ilustruje:

“Uważaj na swoje myśli, stają się słowami. Uważaj na swoje słowa, stają się czynami. Uważaj na swoje czyny, stają się nawykami. Uważaj na swoje nawyki, stają się charakterem. Uważaj na swój charakter, staje się twoim przeznaczeniem “– Lao Tze.

No właśnie – słowa mają moc i są ważną składową jakości naszego życia i na ten temat wypowiadałam się w ostatnim wywiadzie dla telewizji RET-SAT1.

A poruszane zagadnienia to m.in.:

Więcej…

Twoja droga życiowa. Skąd masz wiedzieć, dokąd iść…?

Dawno, dawno temu… W tym nagraniu zapraszam Cię do wysłuchania opowieści! 🙂 .
O czym? O odważnym chłopcu i koniu, błąkającym się gdzieś po amerykańskich bezdrożach… Ale tak naprawdę historia jest o Tobie – o Twojej drodze życiowej,
o Twojej samorealizacji.

Jeśli zastanawiasz się czasem:

  • Czy idę we właściwym kierunku?
  • Co jest moją drogą życiową?
  • Na czym się skupić?
  • Co jest moją pasją?
  • Co jest w moim życiu najważniejsze?
  • Czyich porad słuchać i do kogo zwrócić się o wsparcie?

… być może nagranie będzie dla Ciebie wartościową inspiracją. Historia (odległa w czasie i przestrzeni, ale najzupełniej prawdziwa 🙂 ), jaką tutaj prezentuję, jest również bazą do tego, w jaki sposób pracuję, jak postrzegam coaching i rozwój osobisty – swój i każdego, kto chce podążać ścieżką samorealizacji.
Serdecznie zapraszam!

Agnieszka Janiszewska-Szczepanik

Aby odkryć to, czego chcesz i co jest dla Ciebie ważne, przydatne mogą okazać się poranne strony.
Powyższą historię opowiadam na wstępie warsztatów Obudź w sobie artystę. Osoby zainteresowane udziałem w tych lub innych warsztatach, zachęcam do kontaktu.
A jeśli masz pomysł na twórczy projekt, a może potrzebujesz odkryć to, co chcesz robić lub pragniesz po prostu pełniej realizować swój potencjał, serdecznie zapraszam na indywidualne sesje coachingowe.