Co tak naprawdę czyni Cię wyjątkowym…? Kreatywność a korpolajfstajl

Humanka to kobieta idealna. Zawsze sympatyczna, uśmiechnięta i czarująca. Prowadzi ożywione konwersacje, śmieje się i żartuje. Jest piękna, zwinna i non stop w najlepszej formie. Potrafi błyskawicznie i doskonale zrobić wszystko, co praktyczne – od gotowania wyrafinowanych potraw po męskie strzyżenie. Pomaga, wyręcza i nigdy nie jest zmęczona. Ma przeogromną wiedzę, więc we wszelkich merytorycznych dyskusjach wypowiada się z encyklopedyczną dokładnością. Czy czegoś tu może brakować…?

Humanka Coaching dla duszy
Pobrano z: https://lodz.wyborcza.pl/lodz/51,35136,25649962.html?i=7 Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta

No może jedna „drobnostka” nie całkiem się zgadza. Humanka to… nie do końca kobieta. To po prostu humanka o imieniu Szi – czyli tytułowa bohaterka sztuki teatralnej, którą oglądałam w ostatni weekend w Teatrze Nowym w Łodzi. Humanka to nie człowiek, ponieważ pod jej idealnie gładką i jędrną skórą “pulsuje” najbardziej zaawansowana technologicznie maszyneria, a jej mózg zamiast neuronów, „oplatają” najgenialniejsze algorytmy, pozwalające łączyć aż tyle, wspomnianych powyżej, atutów osobowościowych i intelektualnych. Szi ma zapewne wszystkie Twoje i moje zalety razem wzięte, a do tego maksymalnie zwielokrotnione. Minus, rzecz jasna, wady. Dokładny zestaw cech zależny jest zresztą od modelu robota, jednak wybór jest bardzo szeroki, niemalże nieograniczony.

Czyż to nie cudownie?

Może i tak. A biorąc pod uwagę prędkość technologicznego rozwoju naszej cywilizacji, nie taka znowuż ta sztuka daleko-futurystyczna, także może lepiej już teraz oswoić się z konceptem coraz większego udziału humano-podobnych robotów w życiu społecznym.

A poza tym humanka ma też swój niczego-sobie męski odpowiednik, gotowy uprościć i uprzyjemnić życie nawet najbardziej wymagającej kobiecie – niezależnie od jej wieku i atrakcyjności. Także obiecująco! 😉

Zdefiniuj życie

Humanka Coaching dla duszy
Pobrano z: https://hiro.pl/ludzie-roboty-czy-tak-bedzie-wygladac-niedaleka-przyszlosc/

A jednak na forum internetowym (w jednej ze scen sztuki), wybucha gwałtowna dyskusja, dotycząca zagrożenia dominacją humanoidów nad ludźmi. Dyskusja „w obronie życia”, która wygląda mniej więcej tak (cytaty niedosłowne):

– Trzeba bronić życia stwierdza jeden z forumowiczów w reakcji na wątpliwości.

– Zdefiniuj życie – odpowiada na to inny.

Żyć to myśleć i mówić to, co prawdziwe oraz czuć to, co głębokie i piękne – pisze kolejna anonimowa osoba.

O pseudonimie Szi.

Trafna wydawałoby się i poruszająca definicja, no ale zupełnie nieoryginalna. Dlaczego? Szi nie jest bowiem w stanie wypowiedzieć niczego, co byłoby oryginalne. W reakcji na podane jej hasło „życie”, po prostu wypluwa z siebie fragment uprzednio zaprogramowanego ciągu wyrazów, które tak naprawdę nic dla niej nie znaczą.

No właśnie. Jeśli mielibyśmy więc szukać argumentów „w obronie życia”, to właśnie znaleźliśmy jeden bardzo istotny.

Napotkaliśmy granicę możliwości humanów, ale równocześnie sedno tego, co czyni cudownym i wyjątkowym właśnie Ciebie. Ciebie, mnie, mojego sąsiada, koleżankę i Twojego współpracownika. Brata, siostrę i szwagierkę. Ludzi.

Ten argument, ta granica i sedno to nic innego, jak kreatywność i myślę, że fabuła „Humanki” stanowi doskonały pretekst, aby sobie to mocniej uświadomić.

Homo deus i ludzka twarz kreatywności

Homo deus to – oprócz tytułu popularnej ostatnio książki Y. N. Harariego – określenie wskazujące na boskie przymioty istoty ludzkiej. Boskie, czyli twórcze.

Coaching dla duszy kreatywność i samorealizacja

„Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam” – czytamy w Starym Testamencie. „Obrazem Boga w człowieku jest jego twórczy potencjał”, napisała amerykańska pisarka i filozofka, Mary Daly.

I nie chodzi o żadnego konkretnie rozumianego Boga, który unosząc się pomiędzy chmurami i drapiąc po siwo-krzaczastej brodzie, zastanawia się, co tu jeszcze dodać, a co ująć w swoim planetarnym arcydziele. Nie chodzi o religię – chodzi o archetyp, o kulturowy wzorzec, który jest tak stary, że musi zawierać w sobie jakiś okruch prawdy 😊.

Prawdy o tym, że kreatywność to być może najcenniejszy zasób, jakim dysponuje człowiek, największy wyróżnik naszego gatunku na tle roślin, zwierząt, a także – zdecydowanie – na tle choćby najdroższych modeli humanek i humanów! 😊

A kiedy chcemy odkrywać kulturowe wzorce, dobrze poszperać też w etymologii, ponieważ to język jest największą skarbnicą znaczeń. Gdyby chcieć więc dogrzebać się do najbardziej pierwotnych korzeni kreatywności w jej lingwistycznym znaczeniu, to rdzeń łacińskiego słowa creationem pochodzi od praindoeuropejskiego ker, czyli rosnąć. A rosnąc może w końcu tylko to, co żywe.

Starofrancuskie creacion oznaczało z kolei „powstawać”. W XVII wieku angielskie creation dotyczyło tego, „co stworzył Bóg”, a w XIX wieku słownikowa definicja wskazywała już na działanie człowieka („to, co zostało wytworzone przez człowieka jako wynik umiejętności lub jako dzieło sztuki”). Przestarzały już polski przymiotnik kreacyjny to inaczej „zdolny do tworzenia”. Ciekawy jest też polski rodowód czasownika tworzyć („powołać do istnienia”), który tak samo jak twarz pochodzi od prasłowiańskiego tvoriti. Także zarówno twarz, jak i twór miały kiedyś wspólną podstawę słowotwórczą – co, jako że o twarzy mówimy w kontekście ciała ludzkiego – wskazywałoby znów na „ludzki” wymiar tworzenia, który aktualny jest po dziś dzień. Na przykład, powszechna wśród pedagogów twórczości, zaproponowana przez profesora Krzysztofa J. Szmidta, definicja kreatywności wyraźnie wskazuje, że jest to ludzka zdolność do  „generowania nowych i wartościowych wytworów (rzeczy, idei, metod działania itp.)”.

Coaching dla duszy twórczość

Korpożycie, w którym „czegoś brakuje”

Także w kulturowo-symbolicznym i językowym aspekcie kreatywności (i jej przedłużeniu oraz materialnej manifestacji twórczości) od Boga do człowieka droga nie jest aż taka daleka.  I potraktujmy to po prostu jako ważną inspirację w kierunku zrozumienia, jak istotna jest to cecha i jak kluczowe jest, aby właśnie z niej aktywnie korzystać.

A powiedziałabym, że kreatywność, może z wyjątkiem tej właśnie „technologicznej” (w wyniku której powstają coraz bardziej zaawansowane cyfrowe technologie), wcale aż tak w naszej kulturze nie rozkwita. Nie chcę generalizować, ale z moich obserwacji (prywatno-zawodowych) wynikałoby raczej, że bardzo wielu z nas za kreatywnością najzwyczajniej… tęskni. Choć przecież mamy ją wszyscy w sobie.

Na przykład, kiedy rozmawiam z osobami na coachingu, warsztatach lub niektórymi znajomymi, bardzo często słyszę, jak bardzo „zabija”, „wyniszcza” i „wypala” ich wykonywanie codziennie tych samych czynności, czyli praca schematyczna, powtarzalna, „odmóżdżająca” i nie pozwalająca… no właśnie nie pozwalająca niczego tworzyć, nie angażująca naszej ludzkiej zdolności do tworzenia.

Taka, która jest być może prosta, bezpieczna i stabilna, z którą wiążą się benefity w rodzaju kart Multisport, co wtorkowych pączków, relax roomów z hamakami i workami sako. Z całkiem sympatycznym team liderem, regularnymi wyjściami integracyjnymi i nielimitowanym dostępem do latte albo małej czarnej z ekspresu Krupsa. Ale, paradoksalnie, to taka właśnie praca często wykańcza do granic możliwości, a wiele osób doprowadza do stanów apatii, załamań i depresji.

Coaching dla duszy samorealizacja

Po co komu samorealizacja?

Oczywiście piszę jedynie to, co zaobserwowałam lub czym się z mną ktoś podzielił – Twoje doświadczenia i odczucia a propos korpo-pracy mogą być zupełne inne i wielu osób bez wątpienia są. I wtedy świetnie! Naprawdę świetnie, bo jeśli da się pracować wygodnie, bezpiecznie, a przy tym realizować w pełni swój potencjał, to chyba lepiej być nie może.

Jednak problem polega na tym, że wiele osób za cenę wygody (dość zresztą iluzorycznej, bo – pomijając kwestie stricte materialne, do których przecież nie warto sprowadzić całego życia – na czym ta “wygoda” właściwie polega, kiedy równocześnie człowiek czuje się sfrustrowany, wypalony i „nie na swoim miejscu”?) całkowicie rezygnuje z jakiejkolwiek satysfakcji, samorealizacji i poczucia sensu działania.

Dlaczego więc tak pracujemy? Myślę, że samorealizacja zawodowa (tak jak coaching) to jeszcze dosyć nowa idea, do której podchodzimy nieufnie, tak jak kiedyś do e-booków i Kindla (do czego jeszcze wrócę 😉 ). Upraszczając historię do granic możliwości – kiedyś były zabory i feudalna praca na roli, potem wyniszczające wojny, a po nich tłumiący jakiekolwiek przejawy indywidualności socrealizm. Kto zastanawiał się nad tym, aby realizować się w pracy? Jakaś grupa zapewne tak, ale bardzo nieliczna. Skąd więc my, mając przecież geny i jeszcze mentalność nie kogo innego, a naszych własnych umęczonych historycznymi ograniczeniami przodków, mielibyśmy czerpać odwagę do działania „na swoim” i mieć oczekiwania, że praca poza „chlebem” (choćby bezglutenowym 😊) ma dawać jeszcze sens i spełnienie? Co najwyżej millenialsy coś na ten temat przebąkują, ale na razie nie spotyka się to chyba jeszcze z jakimś powszechnym zrozumieniem ;). Potrzeba czasu i to pewnie naturalne.

W każdym razie, jednym z powodów tego, że „siedzimy” często w pozbawionych dla nas sensu miejscach pracy, bo swój głos w sprawie ma nadal pokolenie wyżej (rodzice, a dla młodszych osób dziadkowie), którzy wychowani w innych społeczno-gospodarczych warunkach, faktycznie (i z ich perspektywy całkiem słusznie) są przekonani, że to, co dzisiaj oferują firmy, to „luksus”. Z racji uwarunkować historycznych, ich własne oczekiwania wobec pracy sprowadzały się do stabilizacji, bo jakakolwiek samorealizacja zawodowa była pojęciem egzotycznym, na który można było natknąć się co najwyżej w jakimś amerykańskim poradników (ale na taki poradnik też chyba niełatwo było się natknąć).

Także wszystko wydaje się zrozumiałe i usprawiedliwione, no ale już niezbyt aktualne, także może dobrze otworzyć się na nowe możliwości rozwojowe. Zresztą piramida Maslowa z samorealizacja na samym szczycie to też ostatecznie już nie aż taka nowość (1954 r.!) – także samorealizacja to całkiem stabilnie ugruntowana w nauce idea 😊.

Coaching dla duszy Abraham Maslow
Pobrano z: https://en.wikipedia.org/wiki/Maslow%27s_hierarchy_of_needs

Natomiast jeśli nawet nie spróbujemy do niej sięgnąć, może okazać się, że wprawdzie zamieniliśmy szaro-peerelowską halę produkcyjną na komfortowy open space, ale poza „opakowaniem” nie za wiele się w swej istocie zmieniło.  

Nieco niepokojące wydają mi się sytuacje, kiedy na pytanie „czym się zajmujesz?” niektóre osoby, często zatrudnione na niższych stanowiskach w korporacji, raczej bez entuzjazmu mówią dość enigmatycznie: „odpowiadam za fragment procesu”. No i nie dziwi mnie, że bez entuzjazmu, ponieważ taka wypowiedź sugeruje, że ktoś nie tylko prawdopodobnie nie widzi sensu pracy z perspektywy swoich zainteresowań, ale najzupełniej dosłownie nie zna jej przeznaczenia.

 A z psychologii wiadomo przecież, że nasz mózg, abyśmy mogli odczuwać chęć do działania, potrzebuje jakiegoś sensownego (z naszej perspektywy) celu (bo wtedy wytwarza się dopamina). A najwięcej energii płynie w wyniku motywacji wewnętrznej, kiedy zajmujemy się tym, co nas interesuje, angażuje nasze talenty, kompetencje i pozwala nam się rozwijać. Czyli wtedy, gdy jesteśmy w procesie samorealizacji.

Może być więc „fragment procesu”, no ale dobrze wiedzieć, na co to wszystko i w ogóle „quo vadis” 😊.

Humani, których mijasz na ulicy

Ale nawet gdybyśmy już odsunęli na bok problem braku samorealizacji i indywidualne poczucia niespełnienia i chcieli spojrzeć na taką pracę bardziej „zewnętrznie”, czy też „obiektywnie” (albo oczami starszego pokolenia)… Taką pracę, w której może i codziennie robisz z grubsza to samo, no ale przynajmniej otrzymujesz za to całkiem porządną pensję. Przy okazji jest Ci ciepło, działa ekspres, a po godz. 17 możesz iść na siłkę albo basen 😊.

Wtedy niby wydaje się, że wszystko gra… ale też nie za bardzo. Gra, dopóki na ulicach nie mijają nas jeszcze „prawdziwi” humani i humanki. A nie jest wykluczone, że już wkrótce będą mijać!

Coaching dla duszy kreatywność

Jak czytamy w serwisie forsal.pl:

Według ekspertów zajmujących się problematyką sztucznej inteligencji około 40% obecnych miejsc pracy może zostać zastąpionych przez inteligentne roboty już w okresie najbliższych 15 lat. Co więcej, dotyczy to nie tylko stanowisk kojarzonych z pracą fizyczną, ale i umysłową.

Szacunki McKinsey Global Institute wskazują, że 60% obecnych zawodów składa się z czynności, które w co najmniej 30% można zautomatyzować, a Gartner zakłada, że już w przyszłym roku AI przyczyni się do wykreowania większej liczby nowych miejsc pracy niż liczba tych, które wyeliminuje z tego rynku. Oczywiście dynamika obserwowanych zmian będzie zróżnicowana w zależności od branży. Eksperci są zdania, że w największym stopniu dotkną one tych zawodów i stanowisk, które są oparte na pracach rutynowych i odnoszą się do tzw. przewidywalnego środowiska pracy (…).

Może nie są to jeszcze stworzone na „obraz człowieka” pełnowymiarowe humanoidy, ale też jeszcze całkiem niedawno przepowiadane przez Stanisława Lema innowatorskie „optony” zakrawały o absurd, a dziś to po prostu dobrze oswojone i na co dzień widoczne w tramwajach i autobusach… czytniki e-boków. Gadżety, które w latach 60. XX w. należały jeszcze do sfery science fiction, tak samo jak kilka innych niegdyś-futurystycznych wizji Lema, które już „się sprawdziły”.

Chyba najdziwniejszy zawód, o jakim czytałam, to „manager śmierci cyfrowej” i taki jeszcze, zdaje się, nie funkcjonuje, ale za to niewiele mniej abstrakcyjnie brzmiący  „pasterze robotów” mają się świetnie – to już przecież popularnie oferowane w łódzkich korporacjach stanowisko, polegające na zarządzaniu pracą maszyn, które zastępują obowiązki pracowników. Szczerze mówiąc, kiedy pierwszy raz usłyszałam, że mój znajomy aplikuje na „pasterza robotów” poczułam się w tym określeniem jakoś mało komfortowo. No bo pasterz to łąka, natura i sielanka, a nie przechadzanie się pomiędzy „pustymi” stanowiskami komputerowymi, gdzie bezbłędnie przepływają dane… Nie brudząc biurek okruszkami od pączków, nie wylewając kawy na klawiaturę i nie domagając się podwyżek. Ale pewnie z tym dyskomfortem to tylko kwestia przyzwyczajenia, tak samo jak z czytnikami e-booków, które dziś już przecież zupełnie nie budzą chyba niczyjej antypatii 🙂 .

W każdym razie kierunek rozwoju sztucznej inteligencji jest dosyć jasny, więc nie będę się tutaj nad tym dalej rozwodzić. A zresztą Szi to na serio sympatyczna humanka, która może wyręczyć nas w niejednej żmudnej czynności (sama bym ją chętnie zatrudniła do sprzątania 😊).

Chodzi mi jednak o to, abyś nie pozwolił, by za parę, czy paręnaście lat ona i jej podobni zbyt łatwo byli w stanie Cię zastąpić. Czyli, abyś pamiętał o sednie tego, co czyni Cię wyjątkowym.

Czyli Twojej kreatywności.

A więc co z tego dla mnie i dla Ciebie wynika?

Gdybym sama miała „zdefiniować życie” na jakimś forum albo tutaj – na pewno uwzględniłabym aspekt twórczości. Podążając przyjętą w tym tekście linią rozumowania – wystarczy zadać pytanie: czego nie potrafi humanka?

Po pierwsze, rzecz jasna, nie może rozmnażać się fizycznie, a po drugie – nie potrafi wymyślić i wdrożyć niczego, co nie zostało w nią wgrane jako algorytm. Czyli nie potrafi tworzyć niczego z poziomu intelektualno-duchowego.

Co ciekawe, Carl Jung, Rollo May i wielu innych filozofów i badaczy twórczości porównuje kreatywne procesy do fizycznego płodzenia i rodzenia dzieci. I odwrotnie – wielu artystów opisuje swoje dzieła sztuki jako dzieci, które są ich „przedłużeniem”, powstały z ich wnętrza, ale też „żyją własnym życiem”. Czyli oba te „wymiary twórczości” (fizyczny i, powiedzmy właśnie, intelektualno-duchowy) są w pewnym sensie analogiczne.

Także w kreatywności tkwi, w moim odczuciu, sedno życia, którego nie zaszczepimy żadnemu robotowi, no bo cokolwiek byśmy mu nie wszczepili, będzie to już z góry zaprogramowane, czyli najzupełniej nietwórcze. Kreatywność to, jak już wspomniałam, może najcenniejsza ludzka umiejętność, odróżniająca nas od roślin, zwierząt i humanów.

Korzystaj z niej aktywnie, w zgodzie z tym, co jest Twoim twórczym zainteresowaniem. To nie musi być od razu „Picasso”, to w ogóle nie musi być nawet działalność artystyczna – po prostu twórz to, co jest oryginalnie Twoje, do czego wkładasz choćby ułamek swojej oryginalnej myśli, koncepcji, natchnienia. Może będzie to Twoja firma w branży „przemysłów kreatywnych”, jakiś produkt, usługa, a może obraz, bransoletka lub rabatka kwiatowa. Albo chociaż własnoręcznie pomalowana doniczka lub oryginalnie zaaranżowana sypialnia 😊. Ponieważ tworzenie to nie tylko działalność stricte artystyczna (tzw. „twórczość wtórna”, czyli profesjonalna), ale to też aktywności z obszaru tzw. „twórczości pierwotnej” (według klasyfikacji Abrahama Maslowa), czyli właśnie tej codziennej, „domowej”, również przynoszącej mnóstwo radości i spełnienia.

Coaching dla duszy twórcza samorealizacja

A czy masz odejść z pracy w „przysłowiowej” korporacji, jeśli w tego rodzaju miejscu pracujesz i akurat Twoje wrażenia odpowiadają temu, co opisywałam? Tego oczywiście nie mogę nikomu doradzić, a co najwyżej dość sztampowo przestrzec, żebyś nie rzucał się na głęboką wodę, którego to jednak „ostrzeżenia” za szczególnie nie lubię, ponieważ… z moich doświadczeń i obserwacji przypadków innych osób wynika, że właśnie rzucanie się na głęboką wodę często przynosi najbardziej pozytywne i owocne życiowe przełomy 😊. Ale nie rzucaj się, jeśli nie jesteś na ten moment gotowy i przekonany, natomiast też nie grzęźnij na kolejne lata w bezpiecznej, bo płytkiej sadzawce, w której woda nie płynie i czujesz, że brakuje Ci „tlenu”, czyli sensu, spełnienia i radości.

Szkoda życia i Twojej twórczej natury!

Właściwa proporcja struktury i światła

A wracając jeszcze na moment do twórczości, to inspirujące wydaje mi się określenie prof. Jordana Petersona, który powiedział że sztuka to „właściwa proporcja struktury i światła”. Natomiast myślę, że można uznać, że jest to cecha każdej prawdziwej twórczości, niekoniecznie tylko „wysoce” artystycznej. „Struktura” to symetria, proporcje, harmonia kształtów i precyzja wykonania, a „światło” to właśnie element transcendentalny, czy też pierwiastek duchowy, który pochodzi z wnętrza (człowieka) i bez którego nie zachodzi proces kreatywny.

Humanka to co najwyżej sama struktura (bo jest symetryczna, bezbłędnie zaprogramowana i wytrzymała), ale bez światła. Może też dlatego sama sztuka teatralna (choć bardzo mi się podobała i polecam) ogólnie jest mroczna, ponura i w jakiś sposób – pomimo ogromnej ilości łatwo dostępnego seksu, smakowicie wyglądających potraw o idealnie dobranych składnikach, które humanowie przygotowują ludziom na posiłki, perfekcyjnie wysprzątanych mieszkań i komfortu w postaci wszechobecnych, ułatwiających życie bohaterów, technologicznych gadżetów – w jakiś sposób niepokojąca.

Coaching dla duszy kreatywność
Pobrano z: https://cdn.getyourguide.com

Dlatego też po jej obejrzeniu, jako odtrutkę nabrałam ochoty na odszukanie swojego promyka twórczej weny i napisanie tego tekstu.  Nieidealnego na pewno, ale świeżego i na ten moment we mnie żywego.

Bardzo mocno i jeszcze raz zachęcam Cię, abyś w najbliższej wolnej chwili odnalazł swój własny promyk (to, że istnieje, tego jestem pewna – no chyba że masz na imię Szi! 😊) i obudował go w dowolną strukturę, jaka Ci odpowiada (tekst, obraz, grafika, tkanina, muzyka…). Czyli stwórz coś, co najpewniej nie będzie idealne, ale będzie oryginalnie Twoje, twórcze, a przez to żywe. Ludzkie.

Aha, i zdefiniuj życie! 😊 Może zgadzasz się, że sensem życia jest twórczość, ale ujął byś to trochę inaczej niż ja. A może zupełnie się nie zgadzasz i tak też jest super – napisz, tak jak jest. Tylko nie konsultuj z algorytmami Google, wyraź to, tak jak czujesz, że jest dla Ciebie „prawdziwe, głębokie i pięknie”.

Serdeczności! :*

A jeśli chciałbyś “robić coś kreatywnego”, ale czujesz więcej obaw, niż odwagi, być może cierpisz na tzw. “kompleks Jonasza” – zachęcam do przeczytania artykułu na ten temat lub obejrzenia tego nagrania.

Jeśli natomiast na ten moment czujesz się twórczo zblokowany i nie do końca wiesz, jaka jest Twoja dalsza droga rozwoju, dobrym startem mogą być poranne strony.

A jeśli masz pomysł, ale boisz się życiowego chaosu, związanego ze zmianą zawodową i wdrażaniem swoich idei w życie – zapraszam tutaj

Osoby chcące pracować indywidualnie nad wdrażaniem swoich pomysłów w życie, serdecznie zapraszam na indywidualne sesje coachingowe.

Źródła:
http://www.etymonline.com

https://forsal.pl/artykuly/1410248,praca-przyszlosci-w-ciagu-10-lat-powstana-zupelnie-nowe-zawody.html

Szmidt, K., J. (2013). Pedagogika twórczości. Sopot: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.

Udzik, B. (2016). Ad fontes, czyli zacznijmy od uzgodnienia znaczeń. W: B. Niemierko,
M.K. Szmigiel (red.), Diagnozowanie twórczości uczniów i nauczycieli. Kraków: Polskie Towarzystwo Diagnostyki Edukacyjnej. 

no responses for Co tak naprawdę czyni Cię wyjątkowym…? Kreatywność a korpolajfstajl

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *